Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Terry Pratchett. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Terry Pratchett. Pokaż wszystkie posty

środa, 6 lipca 2011

Akademiccy piłkarze



Wydanie nowej pozycji przez Terrego Pratchetta to dla mnie najprawdziwsze święto. Nie da się ukryć, że od pewnego czasu święta takie wypadają coraz rzadziej, stąd tym większym wydarzeniem jest każdy nowy tytuł.
Zatem przyjrzyjmy się bliżej trzydziestej siódmej już książce ze Świata Dysku.

sobota, 2 lipca 2011

W kolorze dorosłości



Terry Pratchett, a właściwie Sir Terence David John Pratchett jest wybitnym pisarzem fantasy i science fiction, najbardziej znany jako autor cyklu "Świat Dysku". Inne jego dzieła to m.in. "Trylogia Johnny'ego Maxwella" i "Trylogia Nomów". Współpracował także przy adaptacjach swojej twórczości na potrzeby sztuk teatralnych i gier komputerowych. 
Pisarz został Kawalerem Orderu Imperium Brytyjskiego w 1998 za zasługi dla literatury. Jego powieść "Zadziwiający Maurycy i jego uczone szczury" zdobyła w 2001 nagrodę Carnegie Medal za najlepszą książkę dla dzieci. Dzieła Pratchetta są często określane jako „kultowe”. W 2008 otrzymał tytuł szlachecki.

W roku 2011 wydał na świat kolejną powieść obsadzoną w realiach Świata Dysku. Tym razem do księgarń trafiła czwarta z kolei odsłona przygód znanej i lubianej, w szczególności przez młodszych odbiorców fantastyki, Tiffany Obolałej.

piątek, 17 czerwca 2011

Potworny regiment

złodziej czasu - okładka

Potworny Regiment to kolejna, napisana w świetnym stylu, powieść Pratchetta. Cięty dowcip, a także sarkazm to cechy, bez których ciężko byłoby wyobrazić sobie którekolwiek dzieło tego geniusza współczesnej fantastyki. I te nieśmiertelne cechy pratchettowskiego stylu obowiązkowo pojawiają się również tutaj, jednak trochę w skąpych ilościach i bez wielkiej rewelacji, którą bardziej mogła poszczycić się Straż Nocna.

Kiedy wzrok po raz pierwszy weźmie we władanie jakąś książkę, pierwszym,

na co zwrócimy uwagę będzie to, co oczy pozwolą nam zobaczyć-okładka (no chyba,

że potraficie takową okładkę obejść rentgenem w oczach ;p ). Ta tutaj może zdradzić nieco fabuły pod warunkiem, że ktoś, kto podchodzi do niej łopatologicznie, jest wyposażony w odrobinę wyobraźni. Wierzch książki to kolejny żart Pratchetta wyśmienicie przerysowany przez Paula Kidby’ego na okładkę. Ilustracja jest parodią znanej fotografii żołnierzy ustawiających sztandar nad Iwo Jimą. Tytuł powieści też ma wiele do powiedzenia. Nawiązuje on do XVI-wiecznego traktatu The First Blast Of The Trumpet Against The Monstrous Regiment Of Women. Ale w tym miejscu muszę przemilczeć powiązania tego z fabułą książki.

Mając przed oczami obraz sytuacji z okładki, możemy z łatwością odgadnąć, że czekają nas pełne godziny przy znakomitej, trafnej parodii armii, wojny i wszystkim, co z nią związane. Gdybyśmy chcieli na siłę zamknąć fabułę w kilku słowach, to właśnie te byłyby odpowiednie.

Główną bohaterką powieści jest młodziutka barmanka z borograviańskiej karczmy. Kraj, w którym żyje Polly Perks, skrępowany jest powikłaniami wynikającymi z licznych bezsensownych wojen oraz równie bezsensownych zakazów religijnych.

Polly pragnie odnaleźć zaginionego brata. Kierowana tym nagłym impulsem ścina włosy i pod przebraniem chłopca zaciąga się do armii o bardzo dziwacznym i dość niekonwencjonalnym składzie personalnym. Dziwaczność zwykle skrywa jakieś tajemnice i nie inaczej jest w tym przypadku.

Dowiecie się m.in. o pomocy, jaką oferuje para skarpet, a także będziecie wiedzieć, co jest…obrzydliwe. Większość z Was pewnie rozpozna starych znajomych, jak choćby ekipę azety, czy Vimesa i Anguę z Ankh-Morpork.

Książka godna polecenia czytelnikom, którym twórczość Terry’ego jest w pewnym stopniu już znana. Natomiast nowicjuszom proponuję odłożyć ją na trochę później i zacząć swoją przygodę od Blasku Fantastycznego lub Koloru Magii ;).

Podróże kształcą.

W tym dziele naszego mistrza satyrycznej fantasy uwidocznia się dojrzałość autora, choć pod względem poruszanej tematyki Pratchett ewoluował już dość dawno. Straż Nocna, mimo całej humorystycznej otoczki, pozostaje powieścią poważną, rozprawiającą się między innymi ze stereotypem „udanej” rewolucji, kiedy to jeden tyran zostaje zastąpiony przez innego, większość górnolotnych obietnic bardzo szybko trafia pomiędzy papiery oznaczone jako „do wyrzucenia”, a łatwowierni bohaterowie walki o wolność jako pierwsi trafiają na szafot.

„On umie rozpoznać ulicę. Słyszy jej głos, mierzy jej temperaturę, czyta jej myśli, ulica przemawia do niego przez podeszwy butów”.
Tak, tak, Samuel Vimes to prawdziwy rasowy glina. Potrafi wybrnąć z każdej sytuacji i choć jest potwornym cynikiem, to jednocześnie pozostaje idealistą. On po prostu jest Dobrym Facetem, który dba o prawo w taki sposób, że przestaje nam się ono kojarzyć z kruczkami, a zaczyna ze Sprawiedliwością.
Straż Nocna to ważki etap ewolucji, jaką Sam przechodzi w całym cyklu o Straży. Ze stałego bywalca ankh-morporskich rynsztoków przeistacza się on w stałego (choć nie do końca dobrowolnego) bywalca ankh-morporskich salonów. Czasy salonów męczą Sama, wolałby wrócić do chwil, w których w deszczu przemierzał ulice Mroków.

Jak to mówią: uważaj na swoje życzenia, bo mogą się spełnić. Mądre ludowe porzekadło sprawdza się i w przypadku Vimesa. W chwili, gdy jego żona rodzi, Nadrektor bierze kąpiel, a on sam dopada znienawidzonego szurniętego przestępcę, coś idzie nie tak, czas i przestrzeń płatają figle i Vimes wpada do innej nogawki Spodni Czasu. A konkretnie: do swojej własnej przeszłości, gdy jeszcze był młody, naiwny i nie wiedział nic o polityce. A wszystko to, gdy kwitną bzy, z głębin pamięci wypływają słowa żołnierskiej piosenki i gdy zbliża się kolejna rocznica rewolucji. Gdzieś z tyłu mnisi w szafranowych szatach zamiatają ulice bądź uderzają dłońmi w małe bębenki.

I tym razem Pratchett, we właściwym sobie lekkim stylu i z niezwykle żywym, oryginalnym humorem snuje fabułę, która nie pozwala nam oderwać oczu od kart książki, aż do około piątej nad ranem, kiedy akcja się kończy i kiedy orientujemy się, że niestety jutro (a w zasadzie to dzisiaj, ojej) trzeba wstać do pracy. Pratchett opowiada nam o wydarzeniach, które miały miejsce jeszcze zanim Reg Shoe zmarł (i obudził się prawie całkiem żywy w trumnie), przywołuje stare, dobre, szkolne lata młodości Vetinariego, uświadamia nam, że Fred Colon zawsze był przyciężkawy i tępawy, a Nobby Nobbs jest... no cóż, jaki jest, ponieważ wychowała go ankh-morporska ulica. W tle toczy się walka. Rewolucyjna walka na śmierć i życie. Walka o Prawdę, Sprawiedliwość, Wolność i Jajka Na Twardo! (nie pytajcie, przeczytajcie).

Mechanizm rewolucji, mechanizm historii, mechanizmy ludzkich pragnień i wspomnień to tylko niewielka część mechanizmów, które przebrany za mechanika Terry chce przed nami odkryć, ale — jak to on — dodaje do tego zębate kółko wartkiej akcji, nakręcane brytyjskim komizmem.
Pięknie rozwinięta kreacja głównego bohatera, wspaniale odświeżony motyw podróży w czasie i niezwykła niespodzianka, którą jest oglądanie przeszłości ulubionych bohaterów, tworzą ze Straży Nocnej prawdziwe mistrzostwo.