Pokazywanie postów oznaczonych etykietą polscy autorzy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą polscy autorzy. Pokaż wszystkie posty

piątek, 29 lipca 2011

Podróż do wnętrza



Hanna Fronczak, spełniająca się zawodowo jako redaktor, ma za sobą wiele reportaży i artykułów w dziedzinie gospodarki i biznesu, prowadziła także programy radiowe. Choć debiutowała już w zamierzchłym roku 1997 opowiadaniem "Bezsilnie jak bestia", jej nazwisko nie było w żadnym stopniu mi znane, a o jej dorobku literackim nie jestem w stanie szerzej się wypowiedzieć.
W 2009 roku wysmażyła absorbującą historię o nieumarłym medyku-obierzyświecie, którego przygody, w formie opowiadań, zostały wydane przez Fabrykę Słów, pod chwytliwym tytułem, "Od nowiu do pełni". Teraz, dwa lata po pierwszej odsłonie perypetii Herberta Niemca, nadszedł czas, by poznać dalsze jego losy i zacząć "Podróż do tyłu".

poniedziałek, 11 lipca 2011

Dwudziestolecie afer i skandali

Sławomir Koper z wykształcenia jest historykiem, w życiu prywatnym także pisarzem, a jego twórczość jest mi w pewnym stopniu już znana. Miałam okazję przeczytać wcześniej "Tajemnice i sensacje świata antycznego"- książkę z dziedziny, w której Koper
jest specjalistą - historia starożytnej Grecji i Rzymu. Oczywiście nie jest to jedyne świadectwo dorobku literackiego tego pisarza. Jego autorstwa są między innymi te tytuły: "Śladami pierwszych piastów", "Wędrówki po Polsce piastowskiej", "Józef Piłsudski - człowiek i polityk" i wiele innych.
W roku 2011, obok "Życia prywatnego i erotycznego w starożytnej Grecji i Rzymie", na półkach sklepowych pojawia się nowy tytuł tego samego autora (przyp. : Sławomira Kopra).
Wydana przez Bellonę książka pt. "Afery i skandale Drugiej Rzeczypospolitej", jak każdy zapewne widzi po tytule, opowiada dzieje Polski w okresie międzywojennym mającym swoje blaski i wzloty, a także skrupulatnie ukrywane przez dziesięciolecia czarne sprawki, które należy wyciągnąć na światło dzienne i temu zadaniu próbuje sprostać pióro pana Sławomira.

wtorek, 28 czerwca 2011

"Gniew Meleghorna" Opowieści z borgaanu tom drugi


Niespełna rok po premierze znakomitego "Oka węża" będącego debiutanckim dziełem Pawła Rejdaka do księgarń trafiła kolejna część "Opowieści z Borgaanu", która podobnie jak tom pierwszy zamyka się w  zbiór pięciu różnej długości opowiadań pod wspólnym tytułem "Gniew Meleghorna".
         
Pierwsze z nich "Zmierzch Tytanów" jest kontynuacją finalnej historii z "Oka węża". Już na pierwszych stronach autor urzekł mnie pięknym, żywym opisem Królestwa Umarłych. Język Darkaraghela jest bezsprzecznie finezyjny i epicki, ale momentami potrafi być mocny i dosadny, co doskonale akcentuje, często skrajnie różne, nastroje bohaterów.

czwartek, 16 czerwca 2011

Oko Węża - Opowieści z Borgaanu tom pierwszy


 

"Oko węża" to debiutancki zbiór opowiadań napisany przez chcącego pozostawić swą prawdziwą tożsamość w tajemnicy Darkaraghela. Powieść składa się z pięciu dobrze dopracowanych utworów połączonych ze sobą realiami i miejscem akcji czyli fantastycznym światem Borgaanu zaludnionym przez dobrze znane krasnoludy, magów, rycerzy czy elfy.
Jest to interesująco zarysowany i przemyślany w swej strukturze świat fantasy zrodzony od podstaw. Z nowymi nazwami, na których z łatwością czytelnik połamie język, z mapą nowych krain, które niemalże widać na wyciągnięcie ręki oraz spisem nowych bohaterów - żywych i nietuzinkowych.
Podczas lektury widać, że autor dysponuje rozległą wiedzą architektoniczną, posiada również obeznanie w obyczajach rycerskich oraz nieobce są mu prawa fizyki.
Zbiór otwiera opowiadanie " W paszczę złodzieja Światła", którego bohaterem jest Durgal Kruul, tchórzliwy ogr, który w momencie najwyższej próby wykazuje się ogromnym heroizmem i przywraca do życia pewnego antycznego władcę.Następne opowiadanie "Dziecię gorzkich popiołów" to pełna patosu historia braci, którzy z oddaniem służą bezlitosnemu bogu Crushaddorowi. Jednak w pewnym momencie na jednym z nich wymuszona zostaje stanowcza decyzja, która wiele odmieni w ich życiu.
Dramatyczne wybory rządzą niemal całą powieścią. W dwóch pierwszych opowiadaniach są przyczyną wielkiego nieszczęścia, a dalej wcale nie robi się kolorowo.
Mamy oto trójkę najemników, z których jeden musi się poświęcić, by odnaleźć tytułowe Oko Węża stanowiące magiczny artefakt o niezwykłej mocy. Nagrodą może być spełnienie marzeń oraz życie towarzyszy. Jednak w świecie wykreowanym przez tajemniczego pisarza nic nie wydaje się takie oczywiste.
W czwartej odsłonie borgaańskich opowieści mamy grupkę zbrojnych ochraniających kupiecki tabor.
Bard Tamney, Berrik Arus, nawet bracia Dragor i Bragor – przychodzi taki moment, w którym każdy z czwórki powinien opowiedzieć się po którejś ze stron. Od tego, jaką podejmą decyzję, zależy los każdego z nich.
Ostatnim opowiadaniem autor wprowadza czytelnika w kolejny, tom Opowieści z Borgaanu „Gniew Meleghorna”.
„Zmierzch Tytanów” jest zupełnie inny, oderwany od poprzedzających je opowiadań. Tutaj wchodzimy już w sferę zarezerwowaną wyłącznie dla bóstw. Nie ma zmiłuj. Niezatarte pretensje skutkują nieodwracalnymi czynami. Do głosu dochodzi typowa u wszechpotężnych istot, wynikła z przekonania o własnej potędze, arogancja. A tu jeszcze pojawił się ktoś – lub coś – kto zagraża nawet im, nieśmiertelnym. Wypracowanie wspólnej obrony przed nieznaną mocą chyba nie będzie możliwe. Ale kto może wiedzieć to na pewno?
Darkaraghel stworzył świat bogaty i majestatyczny, zbyt bogaty by mogło się skończyć na jednym zbiorze opowiadań. Pozostało po lekturze zbyt wiele pytań, aby Opowieści z Borgaanu „Oka Węża” nie potraktować jako aperitifu przed głównym posiłkiem. Czy można to uznać za minus tej książki? Nie wiem. Każdy, kto lubi czytać, jak ja, przeczyta i wyniesie z niej niewątpliwą przyjemność. Ewentualne wątpliwości dodają lekturze jedynie smaczku. I są jednym z powodów – wcale nie najważniejszym – by chcieć przeczytać więcej.
Ogromnym plusem dzieła jest także bardzo bogate słownictwo, z pomocą którego autor w świetny sposób buduje scenerię i nastrój swej opowieści.
W twórczości naszego anonima bardzo pozytywnie odbieram wielowątkowość i sensacyjność. Pisarz snuje doskonałe intrygi, co sprawia, że charakter wielu opowieści nosi znamiona kryminału.
Do zapoznania się z twórczością Darkaraghela namawiam wszystkich fanów fantastyki, którzy chcieliby poczuć powiew świeżego pomysłu i talentu, a także miłośników rpg'owego charakteru opowieści.
Książkę otrzymałam dzięki uprzejmości portalu dla miłośników książki

środa, 15 czerwca 2011

Anielski najemnik


Na początku należy zaznaczyć, że autor spotkał się z ogromnym wyzwaniem, gdyż rynek, na który wstąpił, oblegany jest przez wielu wspaniałych i bezsprzecznie wybitnych mistrzów fantastyki, zarówno polskiej, jak i zagranicznej. Jednak w mojej ocenie, debiutanckiego "Kłamcę" Jakuba Ćwieka wydanego przez Fabrykę Słów z powodzeniem można postawić obok Jacka Piekary, czy nawet Terry'ego Pratchetta.
Książka wciąga od pierwszej do ostatniej strony i czyta się ją jednym tchem, na końcu wołając o więcej. Została napisana prostym, lekkim językiem, jednak to nie umniejsza jej wartości stylistycznej.
"Kłamca" zasobniony jest w cięte dialogi, ironiczny, niekiedy czarny humor, a odpowiednio dawkowane wulgaryzmy i gry słowne dodają klimatyczności opowiadaniom.
Ćwiek wykreował w swej powieści intrygujący świat, w którym chrześcijański Bóg odszedł (choć nie umarł) pozostawiając swoje niebiańskie zastępy samym sobie. Jego nakazy są jednak nadal aktualne, co sprawia, że wiele możliwości radzenia sobie z problemami jest poza zasięgiem skrzydlatych.
Jednak pojawia się budząca trochę niepokoju, lecz nadal kusząca okazja.
Zadowalający efekt szturmu niebiańskich zastępów na Valhallę, sprawia, że Archanioł Michał decyduje się uwolnić adoptowanego syna Odyna; boga obłudy i patrona oszustów, zwanego Kłamcą.
Ocalały po Ragnarök olbrzym* jest żywo zainteresowany "pierzastym pieniądzem" serafinów, co, ku uciesze Michała, skłania go do przyłączenia się do zwycięzców i zostania bardzo cennym sojusznikiem skrzydlatych.
Jako postać mitologiczna ma dużo większe możliwości działania, nie ograniczają go prawa i nakazy chrześcijańskiego boga. Dzięki zdolnościom mylenia ludzkich zmysłów kłamstwem i iluzją, staje się bardzo przydatny, a z czasem niezastąpiony, co pozwala mu powoli owijać sobie wokół palca swoich zleceniodawców.
Z każdą kolejną misją Lokiego powstają różnej długości opowiadania, które trzymają równy, dobry poziom. Elementem scalającym je w zgrabną całość jest główny bohater powieści. Z kolejnymi stronami poznajemy perypetie Lokiego, wykonującego zlecenia archaniołów – zaczynając od prostego nawrócenia podopiecznej Gabriela, poprzez odwiedziny u samobójcy, po kolację wigilijną ze Światowidem.
Przy okazji swoich działań Kłamca pokazuje nam całkiem spory kawałek świata. Jesteśmy we Wrocławiu, później w mitycznej Valhalli i Egipcie.
Wielkim walorem książki jest obfita różnorodność, która sprzyja integrowaniu się wielu światów w jedno niekonwencjonalne Multiwersum, w którym spotykamy się z mitologią nordycką, słowiańską, religią Starożytnego Egiptu, a to wszystko poprzeplatane wiarą chrześcijańską. Obraz ten odbiega od standardowych wyobrażeń czytelników. Potężny Odyn okazuje się zmęczony wizją końca, Bóg porzucił swoje królestwo i jak na razie nie spieszno mu do powrotu, a aniołom daleko do posłusznych i miłosiernych istot.
Silą książki są także bardzo wyraźne i kontrastujące ze sobą charaktery bohaterów. Po jednej stronie trójka archaniołów. Zapalczywy i bezwzględny Michał, budzący złowrogie wrażenie płonącym tatuażem wokół oka; anielski wysłannik śmierci Gabriel oraz lakoniczny Rafael. Zaś po drugiej kłamliwy bóg Loki - buntowniczy, ironiczny i bezczelny, pomimo tych cech, nordyckiego boga trudno nie polubić. Jego wielkie ego, poczucie humoru, wygodnictwo i urok osobisty tworzą mieszankę postaci ujmującej i niezwykle ciekawej… a przede wszystkim – ludzkiej. Jego słabości są bliskie naszej człowieczej naturze. Kłamca pali papierosy, denerwuje się, złości, smuci i jest uzależniony od wykałaczek...
"Kłamca" to świetna lektura, która na pewno jest ciekawym doświadczeniem. Książka godna polecenia wszystkim fanom fantastyki i nie tylko. Choć powieść jest dosyć krótka i pozostawia niedosyt, to chętnie się do niej wraca i warta jest zakupienia. Polecam.
* Gwoli ścisłości chciałabym uwypuklić fakt, że wg mitów nordyckich i opowiadań skandynawskich Loki nie był bogiem. W jego żyłach płynęła krew olbrzymów. Odyn adoptował go i pozwolił mu mieszkać wśród bogów, dlatego też potocznie nazywany jest bogiem nordyckim. :)

Sięgnij po odpowiedni neuroleptyk


Śmierć towarzyszy człowiekowi od początku jego istnienia. Jest podstawowym i nieuniknionym elementem naszej egzystencji. Aspekt biologiczny tłumaczy ten ostatni epizod bytu nieodwracalnym ustaniem wszystkich czynności ustroju. Śmierć utożsamiana jest ze złem koniecznym, nieodwracalnym, któremu towarzyszy ból, cierpienie i strach.
Ludzkość z biegiem czasu nadała biologicznemu zjawisku śmierci cech ludzkich, nierzadko również antropomorficznej postaci. Sama śmierć jest dla człowieka nierozpoznawalna, bo gdy my istniejemy, ona jest nieobecna, a gdy tylko się pojawi, wtedy nas już nie ma. Aby „oswoić” śmierć, ludzie od zawsze próbowali stworzyć jej wizerunek. Zagadka śmierci intrygowała artystów, jako pojęcie abstrakcyjne była personifikowana przez twórców wielu epok. Wizerunek śmierci najczęściej pojawiał się w średniowieczu i baroku, nieobcy był również twórcom romantycznym i modernistycznym.
Do tajemnicy siostry snu próbuje zbliżyć się także Kamil Czepiel w swym debiutanckim dziele pt "Przedśmiertny Neuroleptyk". Owa książeczka składa się z dziewięciu króciutkich opowiadań, które różnią się bardzo formą, w każdym z nich świat jest zupełnie inny. Spoiwem, które scala je wszystkie ze sobą jest obraz śmierci. Autor na zaledwie sześćdziesięciu stronach ukazał wiele poważnych problemów egzystencjalnych, przemyca w treści różne wartości, nieraz trudne do jednoznacznego zidentyfikowania. W opowiadaniach młodego debiutanta śmierć jest nie tylko ustaniem czynności życiowych, ale przedstawiana została także jako metafora stanów uczuciowych: miłości, nienawiści, zazdrości, smutku i samotności.
W opowiadaniu otwierającym zbiór poznajemy karła imieniem Dorrkan. Jego życie jest smutne i bez wyrazu. Tę monotonię odmienia tytułowa wróżka Ilwr wnosząc w jego życie sens i piękno, które okazują się być bardzo kruche i ulotne, gdyż brak wiary w ich istnienie zabija je. Ta króciutka historia rodem z pogranicza świata fantasy znajduje swoje odzwierciedlenie w świecie rzeczywistym, tym prawdziwie ludzkim.


W drugim opowiadaniu - "Pozwól mi żyć" widać wyraźnie ogromny potencjał autora, który daje sobie nieźle radę w tematyce wojennej. Dobrze zbudowane napięcie, szybka akcja, bohater, który potrafi wywołać w nas emocje zarówno dobre jak i te negatywne. To opowiadanie wg mnie może być obietnicą czegoś naprawdę dobrego w dłuższej formie.
Wyróżniłabym jeszcze "czarnego kruka" za tajemniczy klimat, w którym bez problemu można rozpoznać jakąś cząstkę Mickiewiczowskich "Dziadów", oraz "El Mal"- pierworodny", które najbardziej przypadło mi do gustu dzięki nadzwyczaj obrazowo przedstawionym scenom walk i ogromu uczuć, które nie opuściły mnie nawet w momencie zakończenia.
Pozostałe utwory niestety nie są już tak dobre. Niewyrobiony, pełen sztuczności język Czepiela sprawnie przeszkadza w odbiorze niektórych utworów umniejszając przy tym wartości przesłań w nich zawartych. Głównym mankamentem tych opowiadań jest ich bardzo mała objętość, która nie pozwala do końca wczuć się w ich akcje i zatopić w przedstawione w nich problemy. Mimo wad, których niestety jest całkiem sporo, cel obrany przez autora został osiągnięty - zbiór miał wyzwolić w czytelniku emocje, a tych przy lekturze nie zabrakło. Całe dzieło jest na tyle nieszablonowe, że naprawdę ciężko mi je zdefiniować, powiedziałabym, że książka sięga zakresu psychologii i ociera się nieco o filozofię, ale "zaszufladkować" jej nie potrafię.
Książka godna jest przeczytania i refleksji nad tekstami w niej zebranymi, ale nad jej zakupem warto się dłuższą chwilę zastanowić.



Książkę otrzymałam dzięki uprzejmości portalu dla miłośników książki