czwartek, 16 czerwca 2011

Szántó György "Stradivari"



"Stradivari" to bardzo ciekawa, wielopoziomowa biografia największego lutnika wszech czasów, owiana tajemnicą niemalże demonicznych skrzypiec, które stały się obiektem wszelkich żądz i westchnień tamtych niespokojnych czasów.
Wbrew tytułowi, głównym bohaterem książki są skrzypce - piękne, choć nie całkiem niewinne dziecko Stradivariusa. Pięknemu instrumentowi bezustannie towarzyszy tragedia głupoty ludzkiej, a także ogromna chęć posiadania niejednokrotnie przepłacona życiem.
Sam ojciec skrzypiec, Stradivari, został ukazany za czasów swej młodości, a był to bardzo buntowniczy i smutny okres w jego życiu. Rodzina chłopaka od wieków zajmowała się wytworem i sprzedażą sukien. Młody Antonio nie podzielał jednak zainteresowań swych przodków i odkrył w sobie miłość do innego rzemiosła, które aż po schyłek jego życia nie cieszyło się uznaniem, a zwłaszcza u jego rodziny, którą przecież zawiódł i ośmieszył swym śmiałym wyborem. Został wyrzutkiem.
Te wydarzenia nie ochłodziły jego zapału i chęci tworzenia. Włoch w swych pracowniach lutniczych postradał młodość, urodę i szacunek. Choć sam był już stary i zgorzkniały, potrafił wydać na świat rzeczy bardzo piękne. Altówki, wiolonczele i skrzypce, które wytwarzał były w każdym calu znakomite, jednak Stradivari był wobec samego siebie, jako stwórcy, dość srogi. Niezadowolony ze swej pracy wciąż eksperymentował i poszukiwał w swym umyśle przepisu na coś fenomenalnego, coś, co w końcu spotka się z jego satysfakcją.
Pewnego dnia, po kilkudziesięciu latach morderczych prób przypłaconych bólem i samotnością, udało się. Mistrz stworzył instrument, który stał się godny jego imienia i całego życia, jakie mu poświęcił. Skrzypce były wspaniałe, o idealnych kształtach i cudownym brzmieniu. Antonio w całym swym zachwycie poczuł beznadziejny strach, pokładając zaufanie w nagłym, lecz słusznym impulsie, postanowił spalić dzieło swojego życia. Ktoś mu jednak w tym przeszkodził...
Należałoby wspomnieć o niewiarygodnie autentycznym tle dla głównego wątku, które stworzył Szántó György. Całość rozgrywa się na tle historii północnych Włoch w XVll wieku, każdy detal w biografii został dopracowany.
Czytelnik ma szanse nie tylko prześledzić losy wszystkich bohaterów, ale może ich poznać, polubić lub znienawidzić. Natomiast czas twórczości lutnika, poprzez magię tej książki, staje się także naszym czasem. Słownictwo również jest na miarę tych odległych duchowo XVII-wiecznych Włoszech, co czyni tę książkę trudniejszą w odbiorze, stanowi to jednak jej jedyną poważniejszą wadę.
Polecam szczególnie tym, którzy mają jako takie wykształcenie muzyczne, w przeciwnym razie można jej nie zrozumieć do końca. Dzieło liczy sobie 555 stron i każda z nich warta jest przeżycia.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz